To już nie był taki szybki city break. Na Malcie spędziliśmy tydzień i zjechaliśmy ją wzdłuż i w szerz.

Muszę przyznać, że jest to kraj bardzo przyjemny i bezpieczny. Idealne miejsce dla kogoś kto chce spróbować własnych sił w podróżowaniu bez biura podróży. Malta jest mała, tu się nie zgubisz, jest dobrze skomunikowana i nie jest droga.

Jak to wyglądało ? Już wam opowiem !

Lądujemy na lotnisku Luka. To jedyne lotnisko na Malcie. Kiedy z niego wyjdziemy zaraz na prawo mamy przystanki autobusowe (nie znajdziecie tu pociągów, metra czy tramwajów). Malta jest dobrze zorganizowana pod względem transportu publicznego. Z każdego miejsca dostaniecie się w każde miejsce. Przejazd busem kosztuje niezależnie od tego ile przystanków pokonacie 1,5 euro w sezonie zimowym i 2 euro w letnim. Za przejazd autobusem nocnym natomiast zapłacicie 3 euro od osoby. Tu macie świetną stronkę z rozpiską https://www.publictransport.com.mt/ .

Już na samym początku polecam zastanowić się nad kupnem karty na nielimitowane przejazdy. Oszczędzi wam to dużo kasy i czasu gdyż po wejściu to autobusu płaci się gotówką u kierowcy. Jeżeli macie kartę to tylko przykładacie do czytnika. Wariantów kart jest kilka:

15 euro – 12 przejazdów, może z niej korzystać 1 osoba, 2 osoby lub cała rodzina;

21 euro – nielimitowana ilość przejazdów autobusami na 7 dni (to się super kalkuluje);

39 euro – nielimitowana ilość przejazdów autobusami ale również i stateczkami , rowerami i skuterami – z tego nie korzystaliśmy więc nie wiem jak to do końca działa, ale na mieście były takie punkty ze skuterkami i pewnie o nie chodzi.

     Wracając do naszej podróży, przylecieliśmy w nocy i nocnym autobusem jechaliśmy do Buggiby gdzie był nasz hotel. Buggibę wybraliśmy z kilku względów. Po pierwsze to imprezowe serce Malty. Po drugie, Buggiba jest po środku wszystkiego, więc stąd wszędzie szybko mogliśmy się dostać. Po trzecie, jest tu spokojnie zwłaszcza w tym czasie – w marcu.

Byliśmy tu 7 dni i powiem wam, że każdy dzień mieliśmy zorganizowany od rana do wieczora. Uważam, że Malte mamy zaliczoną porządnie, ale … . Jeżeli mielibyśmy jeszcze kilka dni tu, to wiem, że byłyby równie intensywne jak poprzednie, bo Malta ma pełno ciekawych zakamarków.

Początek marca był fajny i niefajny zarazem. Słońca było dużo, ale i deszcze też nas zastał. Jeśli nie wiało to było naprawdę gorąco, ale takich chwil było mało. Wiało mocno, a w tym wietrze odczuwalne było ok. 10 stopni.

 

OK, chodźmy pozwiedzać !

     Pierwszego dnia tradycyjnie zwiedzamy naszą najbliższą okolicę – Buggibę. To malutkie miasteczko z licznymi restauracjami, knajpkami, barami z muzyką na żywo, każdy znajdzie coś dla siebie. Są sklepiki z pamiątkami (magnesy – must have) i liczne spożywcze różnej maści. Jest sklep rosyjski z arsenałem alkoholu ! Czy też sklep afrykański przed którym zawsze było wesołe zgromadzenie, coś dobrego musieli tam sprzedawać 😉.

My polecamy The Elvis Tribute Bar, codziennie muzyka na żywo, muzyka z czasów naszych rodziców i dziadków. Piwko może drożej niż w innych miejscach, ale za to w pakiecie macie co chwilę kelnera z jakimiś fajnymi zagrychami i można potańczyć !

Na Dawret Il – Qawra znajdziecie Pirate Shop. Tu możecie wypożyczyć skuter, możecie dostać mapę, możecie również kupić wycieczkę na wyspę Gozo i Comino gdzie znajduje się słynne Blue Lagoon i wiele innych.

Buggibę zeszliśmy całą w pół dnia, drugie pół postanowiliśmy pojechać do stolicy, tak nas nogi nosiły !

    Valletta – stolica Malty, to niezwykle urokliwe miejsce. Pełno tu wąskich uliczek, kolorowych balkoników, łódeczek w zatokach, aż przyjemnie się zgubić w tym wszystkim. Co kilka kroków zatrzymywaliśmy się aby zrobić zdjęcie. Każdy budynek na Malcie ma numer i nazwę na tabliczce, niektóre są przeurocze.

     Miasto wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, gdyż jest tu takie zagęszczenie zabytków jak mało gdzie na Świecie! Położona jest na półwyspie pomiędzy dwiema pięknymi zatokami. Główną ulicą jest Repulic Street, która ciągnie się od bramy głównej aż po Fort St. Elmo.

     Przed główną bramą do miasta wita nas Fontanna Trytona. Wygląda pięknie za dnia jak i w nocy. Wchodzimy do Valletty przez potężną bramę, która była pięciokrotnie przebudowywana. Tu zaczyna się główna ulica Valletty, Republic Street. Warto nią przejść, ale również warto odbić raz na prawo raz na lewo. Wąskie uliczki i te kolorowe balkoniki są bardzo urokliwe, a jeśli znajdziecie otwartą bramę to też zachęcam wejść do środka.

Nasz spacer po tym pięknym mieście wyglądał tak :

Fontanna Trytona, City Gate, Pjazza Teatru Rjal , Republic Street

O historii kraju pisać nie będę, bo jeżeli kogoś ten temat bardziej interesuje to sobie na pewno przeczyta jakąś publikację. Ja jedynie mogę powiedzieć, że na Malcie możemy zobaczyć pozostałości po budowlach dużo starszych niż same Piramidy w Egipcie. Do takich miejsc dla ciekawskich należą np. Għar Dalam, Għar ta’ Għejżu, Tas-Silġ, Ġgantija, Ras il-Wardija. 

Castille Palace  było naszym kolejnym miejscem.

Upper Barrakka Gardens i Barakka Lift  

Urocze uliczki i balkoniki

Lower Barrakka Gardens, War Siege Memorial oraz Fort St. Elmo 

Republic Street, St. Goege’s Square, Republic Square

St. Michael Bastion z widokiem na Fort Manoel , St. Paul’s Cathedral , Basilica of Our Lady of Mount Carmel, United Waterpolo Pitch, 

Dnia kolejnego już od samego rana z Bugiiby pojechaliśmy do Kalkary. Stamtąd zrobiliśmy długi spacer rozpoczynając od Rinella Bay. Uwielbiamy błądzić i wchodzić we wszystkie zakamarki. Dzień udany kiedy mamy na liczniku co najmniej 15 kilometrów z buta 😉. Nie będę jednak pisać jakimi uliczkami chodziliśmy, ale doszliśmy do Birgu i przy Grang Harbour Marina z robiliśmy postój na kawkę. To piękne miejsce, a jachty jakie stoją w porcie przyprawiają o zazdrość. W Birgu znajduje się Fort St. Angelo, bilet wstępu to 10 euro.

Na tej stronce znajdziecie cennik biletów do ciekawych miejsc na Malcie https://heritagemalta.org/admission-fees/ .

Dalej przetupaliśmy przez całą Sengleę, żeby na końcu zobaczyć dwie wielkie platformy wiertnicze i stocznię. Uwielbiam patrzeć na takie wielkie konstrukcje. Warto tutaj udać się do La Guardiola – Safe Haven Gardens. Zawróciliśmy stamtąd do mariny i za 1,5 euro popłynęliśmy promem do Valletty. Prom pływa co 30 minut i bardzo polecam taki rejs, widoki są cudowne.

     Po dostaniu się na drugi brzeg, przeszliśmy przez Vallettę ponownie, starając się iść innymi uliczkami niż dzień wcześniej. Naszym celem był drugi brzeg miasta z którego również promem przedostaliśmy się do Sliemy. To miasto jest nowocześniejszą częścią Malty, dużo nowych budynków tu powstaje, apartamenty, galerie ze sklepami które znamy i restauracje. 

    Trzeciego dnia pojechaliśmy już w zupełnie inny zakątek wyspy. Blue Grotto to była jedna z pierwszych lokacji na mapie Malty które chciałam koniecznie odwiedzić. Z Buggiby pojechaliśmy autobusem do miasteczka Rabat. Tu trzeba się przesiąść na inny autobus do Blue Grotto, ale warto zatrzymać się i przespacerować po samym Rabacie. Znajduje się tu piękna Mdina po której polecamy połazić. Sami zobaczcie :

    Jeśli dotrzecie do Blue Grotto to za 8 euro można udać się łódeczką w małą podróż. Płynie się przy wysokich klifach i wpływa do jaskiń i do naszej błękitnej groty. Widoki są nieziemskie. Kolejnym punktem jest powrót na główną drogę i zobaczenie groty z góry. My dotarliśmy tu w południe, Słońce było wysoko na niebie i grota nie była tak cudnie oświetlona jak widać to na widokówkach. Najpiękniej podejrzewam jest tu z samego rana kiedy Słońce w tym miejscu będzie zaglądać bezpośrednio do groty, a jednocześnie będzie was oświetlać – taka mała rada dla zapaleńców fotografii.

Spędziliśmy tutaj troszkę czasu, piękny widok, słonecznie i razem … nic dodać nic ująć – “love is in the air” !

Kolejny dzień intensywny od rana – jedziemy na Gozo i Comino. Bezpośrednio z Buggiby mieliśmy prom na Gozo, a potem autokar zabrał nas na objazd po wyspie. Jak pisałam wcześniej, nie interesują nas miejsca religijne, ale byliśmy zobaczyć Basilica of the National Shrine of the Blessed Virgin of Ta’ Pinu. Piszę wam nazwy w oryginale, moim zdaniem tak jest lepiej. Jest to bardzo ładne miejsce i polecamy. Bazylika rzuca się w oczy ponieważ jest na wzgórzu a na około są pola i nic więcej, dlatego tak przykuwa wzrok.

Następnym punkiem była stolica wyspy – Victoria. Tu koniecznie idźcie do Cytadelli. Wąskie uliczki i panorama wyspy powinna was urzec. Samo miasteczko jest malutkie, a centrum to raptem kilka uliczek.

Osobiście polecamy wypożyczyć auto na Gozo, albo zostać tu na jedną noc jeżeli chcecie zobaczyć jak najwięcej. My kupiliśmy jednodniową wycieczkę po Gozo w Pirate Shop na Buggibie i byliśmy troche rozczarowani. W każdym miejscu mieliśmy za mało czasu, a pół dnia przesiedzieliśmy w autokarze.

     Następnym przystankiem był rejs na wyspę Comino do pięknej Blue Lagoon. Jak tu cudnie, zeszliśmy tyle na ile czas pozwolił. Woda zachęcała do kąpieli, ale niestety zimny wiatr nie pozwalał. Gdyby nie strach przed przeziębieniem to bym się nie wahała ani chwili, ale teraz kiedy koronawirus szaleje, po prostu bałam się, że jak zacznę kichać to mnie wezmą na kwarantannę 🙁. Nie zbaczając już z tematu tylko spójrzcie jak tu pięknie:

    Następnego dnia naszą eksplorację rozpoczęliśmy od Għadira Bay. Przyznam, że w sezonie nieturystycznym jest trochę zaniedbana, a samo miasteczko Mellieha opuszczone. Ładan jest okolica Parish Church i cmentarz specyficzny dla Malty.

Potuptaliśmy stąd do Popeye Village. Najmłodsze pokolenie może nie zna, ale to starsze już na pewno kojarzy kreskówkę o marynarzu i jego słabości do szpinaku. Wejściówka w okresie zimowym to 11 euro a letnim 16 euro. Świetne miejsce jak ktoś podróżuje z dzieciakami. My nie wchodziliśmy do środka, bardziej interesowały nas widoki na około.

Przedostatni dzień, ale to zleciało ! Z samego rana zebraliśmy się żeby zobaczyć niedzielny targ w Marsaxlokk. Polecili nam go znajomi, którzy byli tu chwilę wcześniej. Targ jest po prostu super. Można popróbować lokalnych wyrobów, zobaczyć świeże ryby złowione chwile temu, ale też ośmiorniczki, krewetki i inne stwory morskie. Prócz jedzonka są i stragany jak na naszych odpustach, ale też i takie jak w China Town z podróbkami Prady czy Louis Vuitton. Na Malcie jest bardzo dużo Afrykańczyków, wiec również są tu i takie stoiska, gdzie oferują ręcznie robione bransoletki. Miejsce naprawdę bardzo ciekawe.

Całkiem niedaleko stąd znajduje się St. Peter’s Pool. To miejsce podobnie do Blue Grotto było na mojej mapie już od dawna. Z miasteczka idzie się spacerkiem jakieś 20 – 30 minut i jest to jedno z najciekawszych miejsc to wodnych kąpieli na Malcie, ale również bardzo ciekawe geologicznie. Spójrzcie tylko i zaznaczcie na swojej mapie żeby nie zapomnieć kiedy już tu przyjedziecie.

     Ostatni dzień trochę smuteczek, ale z uwagi na obecną sytuację na świecie cieszymy się że wracamy. Lot z Malty do Katowic mieliśmy dość późno, więc kiedy opuściliśmy hotel postanowiliśmy zobaczyć jeszcze jedno piękne miejsce. Dziś nie wiało i prażyło Słonko, trzeba było z tego skorzystać. Pojechaliśmy do Golden Bay, gdzie relaksowaliśmy się przy szumie fal.

     Malta – polecam, świetne miejsce, blisko od Polski, leci się ok, 2,5 godziny. Wracając czuliśmy mały niepokój, przyznam , że mieliśmy szczęście. Piszę to niecały tydzień po powrocie, dziś jest 15 marzec 2020 i od dziś właśnie Polskie granice są zamknięte. Rodacy którzy wracają w wojaży są poddawani 14-dniowej kwarantannie, jest to konieczne aby zapobiegać dalszemu roznoszeniu się COVID-19. Nikt nie przypuszczał, że ta epidemia nabierze tak globalny zasięg, takie sytuacje są nam znane jedynie z filmów.

Pięknych podróży wam życzę, ale póki co uważajcie na siebie i zachowajcie spokój.