Kraj w którym czuje się jak u siebie !

Malezja, jedno z moich ukochanych miejsc. Czuje się tu jak w domu. Kuala Lumpur to miasto w którym mogła bym mieszkać. To także okno na świat, stąd polecicie wszędzie.
Byłam tu zaledwie raz, ale wystarczyło by się zakochać. Bezpieczne, zielone i bardzo zróżnicowane miasto. Wszystko co najważniejsze znajduje się w centrum.

     Przylecieliśmy tu z Filipin, z Manili. Widoki z góry na tej trasie są przepiękne, atole i wysepki na tle błękitnej wody. Czoło, nos i obiektyw aparatu wciśnięte w okienko !

     Międzynarodowe lotnisko Kalia w Kuala to takie małe miasto. Wszystko tu znajdziecie. Jeszcze ważna informacja my Polacy nie potrzebujemy żadnych wiz aby tu przyjechać.
Do centrum stolicy w bardzo prosty sposób można się dostać metrem – linia KALIA Express lub taxi, tu polecam aplikację GRAB.

     W Kuala trafiliśmy na super hotel ” Lantern” w samym sercu China Town ! Z bramy wychodziliśmy wprost między kramy z jedzeniem i pamiątkami, po prostu bajka ! To jest jedno z tych miejsc gdzie można przyjechać z pustą walizką i obłowić się za grosze w ciuchy, buty, torebki i kosmetyki wszystkich znanych marek. Ja jak najbardziej jestem zwolennikiem podróbek, a tym bardziej kiedy produkt z bazarku jest nie do odróżnienia od orginału. Tylko brać !

     W Kuala Lumput jest sporo ciekawych miejsc do odwiedzenia. Pierwszysm takim naszym punktem były Jaskinie Batu. Jest to bardzo interesujace miejsce geologiczne, główna jaskinia jest ogromna, ma około 100 metrów wysokości, dlatego nazywa się ją “katedralną”. Natomiast złoty posąg znany wszystkim z widokówek to posąg Murugana mierzący prawie 43 metry i jest to jeden z najwyższych obiektów tego typu na świecie. Jaskinie są  oddalone od miasta ok 13 km, metrem dojedziemy tu w jakieś 30 minut. Wstęp jest bezpłatny i warto zabrać ze sobą coś do narzucenia na ramiona i kolana. Jest to miejsce święte dla Hindusów dlatego obowiązuje odpowiedni ubiór. Jeżeli zapomnicie to też nie należy wpadać w panikę, przy wejściu za opłatą dostaniecie chustę do okrycia ciała.

 

 

 

     Po zwiedzeniu jaskiń polecam przy schodzeniu ze schodów skręcić w prawo. Można kupić tu bilet i wybrać się na spacer po  jaskini. Takiej ciemności nigdy nie widziałam i takich pająków i innych stawonogów. Dla wrażliwców nie polecam tym bardziej, że jest zakaz krzyczenia, gdyż żyją tu setki tysięcy nietoperzy i … guano leci z góry.

 

 

 

     Kuala zaskakiwało mnie na każdym kroku. 5 minut od ścisłego centrum znajduje się piekny park. Miejsce to jest oazą ciszy i spokoju, to taka dżungla w mieście. Znajdziemy tu piękny Park Orchideii i Hibiskusu, Ptasi Ogród, Ogród Botaniczny, Planetarium Negara (wstęp wolny), Park Jeleni, IAMM czyli Muzeum Sztuki Islamskiej (wstęp darmowy) oraz piękny Meczet Masjid. Tak, to wszystko jest w jednym rewiże, polecam spacer w to miejsce !

     Kolejnym naszym celem była wieża telewizyjna KL Tower. Łatwo do niej trafić gdyż widać ją prawie z każdego miejsca w mieście. Można się na nią dostać w dwojaki sposób, albo krętą drogą, albo przez lasek KL Forest Eco Park. I właśnie tą drugą trasę Wam polecam. Idzie się przez piękny park w  którym rozstawione są wieżyczki widokowe połączone z sobą kładkami i wiszącymi mostkami. Wchodzimy coraz wyżej i tym samym docieramy na wzgórze na którym jest KL Tower, ale dopiero teraz czekają nas widoki zapierające dech. koniecznie wjedźcie na samą górę, widok na Kuala jest imponujący. Jeżeli nie macie lęku wysokości to możecie sobie zrobić tu fantastyczne zdjęcia na szklanym tarasie ! Zaliczone i polecam !

     Jeżeli będziecie w piątek w Kuala Lumpur to koniecznie, ale to koniecznie trzeba się wybrać na ulicę Jalan Tengah. Jest tu przepyszny street food, skwierczy i pachnie z każdej strony ! Niebo w gębie ! Tu należy się udać w ciugu dnia. Natomiast nocą polecam Jalan Alor Night Food Court. 

     Co zamówić ? Wszystko ! Dania tradycyjne to przede wszystkim Hokkien Char Mee (wysmażony makaron w sosie sojowym z wieprzowiną, kurczakiem lub kalmarami i kapusta). Claypot Loh Shu Fun, taka zupa z makaronem, z sosami sojowymi i ostrygowym, plus jajeczko, kurczak albo wieprzowina, szalotka i czosnek. Mniam! Danie narodowe Malezji to Nasi Lemak – ryż na mleku kokosowym z jajkiem, anchios i sambalem, posypane orzeszkami ziemnymi. Satay – patyczek z grilowanym czymś tzn. może być na niego nabite wszystko, mięso, warzywa, ryba, grzyby ! Więcej nazw nie pamiętam, bo nie było by sposobu, tak dużo tego było. 

     Spróbujcie duriana – owoc okrzyknięty złą sławą, śmierdzącą. Powiem tak, miałam okazję jeść go dwa razy. Nie wiem ile jest jego odmian i czy bardzo się różnia od siebie, ale dla mnie ani nie śmierdział, ani nie był niesmaczny – taka słodka cebula. Innym ciekawym owocem jest chlebowiec, bardziej znany jako jackfruit. Jest to jeden z … jak nie największy owoc na świecie. Bardzo smaczny z niego dodatek do obiadu, uduszony, polany sosem, mniam ! W galerii poniżej macie na zdjęciach oba te owoce. Durian i jackfruit są do siebie podobne, różnica jest taka, że chlebowiec jest większy, ma dużo małych i krótkich kolców, a durian jest mały i jego kolce są większe i dłuższe. 

 

 

     Spacerując po Kuala Lumpur nie sposób nie zwrócić uwagi jak zielone jest to miasto i jak czyste. Jest tu naprawdę pięknie. Najbardziej znanymi budynkami w Malezji są bliźniacze wieże Petronas Towers – i do nich właśnie zmierzamy. Nie ważne z której strony będziecie tu zmierzać, polecam Wam wstąpić do Parku KLCC, powłóczyć się pomiędzy alejkami i przysiąść przy fontannie – jak w Central Parku. Zielono i cicho, a co najważniejszze można stąd zrobić fantastyczne zdjęcia słynnych budynków  i nie tylko.

     W Petronas Towers byliśmy, ale nie na mostku łączącym oba budynki. Dla zainteresowanych wjazd na górę to koszt 30$. W budynkach na pierwszych kondygnacjach znajduje się galeria handlowa i tu troche połaziliśmy.

     Watro przyjść tu dwa razy. Za dnia i po zmroku, kiedy budynki sa ładnie oświetlone, a przy fontannie pod wieżami jest pokaz światło – dźwięk, jeśli dobrze pamiętam, to codziennie o godzinie 20. Jeżeli ktoś ma świeższe informację to proszę napisać w komentarzu.

 

     Kolejnym ciekawym miejscem do zobaczenia jest budynek należący do Sultana Abdula Samada i piękna okolica w której jest położony. Najlepiej obejść go do okoła i przespacerować się wzdłuż rzeki Klang.

     Jeśli lubicie  zwiedzać miejsca święte dla różnych religii i trochę się wyciszyć od metropolii i jej hałasu, to polecam zajść do Sri Mahamariamman Temple. Mała ale jakże urokliwa świątynia. Jest najstarszą hinduską Świątynią w Kala Lumpur. Jej charakterystycznym znakiem jest główne wejście zwieńczone  bogato zdobioną wieżą tzw. “Raja Gopuram”.

     Kolejnym takim mistycznym miejscem jest Guan Di Temple. Tym razem świątynia taoistyczna. Mówi się , że to najpiękniejsza chińska świątynia w mieście. Potwierdzam, piękna i wiem też to, że warto tu przyjść rano, kiedy wierni modlą się i palą kadzidła.

     W Kuala Lumpur jestem zakochana i już odliczam dni kiedy przyjadę tu znów i mam nadzieje, na dłużej. Miasto jest piękne, czuliśmy się tu swobodnie i bezpiecznie. Gdzie nie spojrzeć pyszne jedzenie i uśmiechnięci ludzie. To był piękny trip. Na koniec wrzucam jeszcze kilka fotek cykniętych między ulicami tej wielkiej metropolii i trochę China Town gdzie mieszkaliśmy.

Pięknych podróży Wam życzę.

Paula